Stosunki ze wschodem w starożytności cz. 18

Znowu karmiciel ludów, Nil, płynął między dobrze uprawnymi ogrodami, 36.000 barek poruszało się na nim płynąc w dół lub w górę, a o wielkości Babilonu, jak nazywano Kairo w języku średniowiecznym, możemy powziąć wyobrażenie z tego, co mówiono o nim, że mógł wyżywić 12.000 nosiwodów i 30.000 ludzi najmujących juczne zwierzęta, i że zaraza 1348 jednego dnia mogła porwać 24.000 ludzi. Bardzo więc być mogło, że Florentczyk Frescobaldi w r. 1384 ujrzał przed Kairem, rozłożonym na przestrzeni 18 mil, więcej okrętów, niż ich kiedykolwiek widział w Genui, Wenecji lub Ankonie. Temu ogromowi odpowiadał i wzrost Aleksandrii, przez której bramy od dawna ciągnęli do Mekki wszyscy wyznawcy proroka z Hiszpanii i Afryki i gdzie już żyd Benjamin z Tudeli (1173) odmalował nam zgiełk ludów wszelkich wyznań, wszelkich języków i wszelkiego koloru, gdzie czarni Nubijczycy i ludzie z Habeszu spotykali się z duńskimi i niemieckimi kupcami, gdzie Arabowie z Algarbii mieszali się z Arabami z Indii i Jemenu. W ostatnich zaś stuleciach wieków średnich Aleksandria posiadała tak uniwersalne znaczenie, że udział jakiegoś narodu w powszechnym handlu można było mierzyć jego siłami morskimi w tym porcie. Wprawdzie flagę obu największych średniowiecznych potęg morskich znajdujemy przed każdym ważniejszym składem towarów, ale od czasu upadku łacińskiego cesarstwa przewaga Genueńczyków na morzu Czarnem jest widoczną, i rozkazującą przybierają oni postawę w zachodniej części Śródziemnego morza. Za to największą wagę przykładali Wenecjanie do swoich syryjskich i aleksandryjskich stosunków, jakkolwiek od dawna usiłowano zgotować egipskiemu handlowi sztuczny upadek.