Stosunki ze wschodem w starożytności cz. 7

Pozostawiono to zgrabnym kupieckim statkom chińskim, czyli dżonkom, które brały na pokład 4000 uzbrojonych ludzi dla obrony od korsarzy, i napastników zapalały naftowymi pociskami. Z Basry i Omanu szły arabskie produkty do Siraf, gdzie ładowano chińskie statki. Podróż ich odbywała się potem wzdłuż brzegu do arabskich osad na malabarskim brzegu, Kulam Malai (Coulam, Quillon) albo do Cejlonu. Trzymano się dalej wschodniego wybrzeża Indii i mijając Beitumę dosięgano pod Kedrenez ujścia Kistny. Stamtąd przeprawiano się poprzek morza do wysp Andamańskich, których ludożercza ludność zostawiła Arabom tylko wrażenie brzydkich form ciała. Jeżeli zostawiano tę grupę na lewo, to trochę niżej na południe napotykano uwieńczone kokosowymi lasami Nikobary. Stamtąd łatwo się dostać do zachodniego brzegu Sumatry. Wprawdzie wyspa ta u Arabów nosi nie objaśnioną nazwę Al-Ramny, ale łatwo nam ją poznać, jako pierwotne gniazdo kamfory Fansur i ojczyznę ludożerczych plemion Batta; rozciągało się też jeszcze wówczas na tę wyspę panowanie dawnych jawańskich monarchów. Przez cieśninę Sunda płynęły dalej dżonki wzdłuż brzegów Kochinchiny i Tonkinu do pewnego portu chińskiego, który Arabowie nazywali Kanfu. Tak silnie z czasem rozwinął się ten handel, że Arabowie mieli w tym porcie chińskim własnego kadiego, który rozstrzygał ich spory, i że w kwartale cudzoziemskim podług urzędowych obliczeń mieszkało 200.000 mahometan, chrześcijan, Żydów i Persów.